„Brutalista” – dramat o sztuce, życiu i utraconych marzeniach

zdjęcie film "Brutalista"

Dwa tygodnie temu obejrzałam w kinie obsypanego nagrodami „Brutalistę” Brady’ego Corbeta (m.in. 3 Złote Globy i Srebrny Lew na festiwalu w Wenecji). Cały czas myślę o tym filmie. Cieszę się, że został nominowany do Oscara aż w 10 kategoriach! 🙈

Skomplikowana droga do szczęścia

To poruszający, głęboki dramat o losach wizjonerskiego architekta – imigranta, węgierskiego Żyda – László Totha (w tej roli znakomity Adrien Brody), który po tragicznych, wojennych doświadczeniach, przybywa do Ameryki, by na nowo poukładać swoje życie i karierę, wspólnie ze swoją żoną Erzsébet (grana przez Felicity Jones).

Momentami wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, jednak z czasem małżeństwo napotyka coraz więcej trudności, a ich droga do szczęścia coraz bardziej się komplikuje… Otrzymując od bogatego przemysłowca Harrisona Lee Van Burena (Guya Pearce) duże, ciekawe zlecenie, László nie wie jeszcze, jak wielką cenę przyjdzie mu zapłacić za docenienie jego talentu.

Co tkwi w naszym wnętrzu? Jaką siłę ma sztuka?

Brutalista” to dramat o utraconych marzeniach, o ciągnących się za człowiekiem traumach, o zniewoleniu i o wolności, o architekturze; o ponadczasowości, uniwersalności i sile sztuki; o twórczości i o miłości, o sensie życia, o próbie przetrwania, o toczących się w naszym wnętrzu walkach, o brutalizmie świata, o nurcie architektury – brutalizmie, o modernizmie, o władzy, wzajemnych zależnościach, uwikłaniu w struktury, o ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy.

Spójność, monumentalizm, głębia emocji

Akcja filmu toczy się spokojnie; prowadzona jest w sposób wyważony, uporządkowany, a przy tym niezwykle wciągający. Widz zanurza się w ekranową opowieść, jej nastrój, wciągają go przemyślane, interesujące dialogi.

Wszystko tu jest spójne i dopracowane, zarówno w warstwie fabularnej, jak i wizualnej. Bardzo podobały mi się ujęcia podkreślające monumentalność budowli. Ta różnorodność ukazanych perspektyw jest imponująca i zarazem niepokojąca, co zresztą też idealnie zgrywa się z całością dzieła.

Film trwa trzy i pół godziny, wraz z przerwą, ustaloną przez reżysera, by widz mógł przemyśleć pierwszą część historii. Bardzo ciekawy zabieg, jakiego dotąd chyba nie spotkałam w kinie. Dramat jest długi, ale uwierzcie, dla „Brutalisty” warto wysiedzieć tyle czasu na kinowym fotelu.

To obraz monumentalny, dzieło, które zapewnia niezwykłe filmowe i emocjonalne przeżycia i które na długo pozostaje w pamięci. Ode mnie 8 mocnych gwiazdek na Filmwebie! ⭐ 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *